E-dziennik

Plan Lekcji

Procedury w roku szkolnym

  • 11
    Maj
    2020

    Cytomania – zabawa dla klas 1 – 4 – reaktywacja :)

    Drodzy Uczniowie,Codziennie przesyłamy Wam na Vulcana cytaty z lektur szkolnych. Waszym zadaniem jest rozpoznanie, skąd ten cytat pochodzi. Odpowiedź powinna zawierać tytuł i autora książki oraz Wasze imię i nazwisko oraz klasę.Mistrzowie znajomości cytatów zostaną nagrodzeni drobnymi upominkami. W każdej chwili możecie dołączyć do zabawy w odgadywanie zamieszczonych poniżej cytatów. Będzie nam bardzo miło. Zapraszamy!Pamiętajcie, kontakt tylko przez Vulcan.
    Małgorzata Buska i Barbara Wołek

    08.05.2020

    „O tej porze (…) była najczęściej zajęta czyszczeniem zgrzebłem swego konia lub ubierała Pana Nilssona.
    Czasem uprawiała gimnastykę poranną, polegającą na tym, że stawała wyprostowana na podłodze i fikała czterdzieści trzy koziołki jeden po drugim.
    Potem zaś miała zwyczaj siadania na stole kuchennym, gdzie, w spokoju ducha, wypijała dużą filiżankę kawy, zjadając do tego kanapkę z serem.”

    07.05.2020

    „(…) chwyciła kluczyk w ręce i zaczęła próbować, do którego pasuje zamka.
    Wreszcie, ku jej radości, kluczyk otworzył jedne z drzwi. Te najmniejsze, wysokie na zaledwie piętnaście cali.
    (…) uklękła i wyjrzała przez drzwiczki.
    – Jaki prześliczny ogród! Czym prędzej muszę tam się dostać! Ale nawet głowa nie chce przecisnąć się przez drzwi – jęknęła dziewczynka.
    „Dlaczego człowiek nie może się zwijać i rozwijać jak luneta?”, pomyślała.
    „Dlaczego nie mogę na życzenie zrobić się teraz mała, a za chwilę znowu duża? Może jest na to jakiś sposób, tylko ja go nie znam?”
    (…) wstała i rozejrzała się w koło.
    – A co na stole robi ta mała buteleczka? – zdziwiła się dziewczynka.
    – Jestem pewna, że wcześniej jej tu nie było. Na buteleczce napis: „WYPIJ MNIE”… Spróbuję. Dobre!
    Ileż to smacznych rzeczy przypomina: tort wiśniowy, krem waniliowy, pieczonego indyka, doskonałe jabłka… Wypiję całą zawartość buteleczki.”

    06.05.2020

    „Słońce wyłoniło się właśnie zza lasu i świeciło prosto na nich.
    Siedzieli, mrużąc oczy i machając nogami nad umykającą pod nimi
    lśniącą wodą – czuli się beztrosko i szczęśliwie.
    Rzeką tą wyprawiali się dawniej wiele razy na poszukiwanie dziwnych przygód.
    Podczas każdej takiej podróży spotykali nowych przyjaciół, których zabierali ze sobą do Doliny (…).
    Tatuś i Mama (…) przyjmowali wszystkich ich przyjaciół w ten sam spokojny
    sposób – wstawiali dodatkowe łóżko na poddasze i dodatkową deskę do stołu w jadalnym pokoju.
    Tak więc w domu (…) aż roiło się od mieszkańców – z których każdy robił to, na co miał ochotę,
    i rzadko troszczył się o dzień jutrzejszy.
    Zdarzały się tam oczywiście rzeczy nieoczekiwane i wstrząsające, ale nikt nie miał nigdy czasu na to, żeby się nudzić,
    a już to samo było wielkim plusem.”
    5.05.2020
    „Nie poszedł do szkoły, bo mu się nie chciało,
    Nie odrobił lekcji, bo czasu miał za mało,
    Nie zasznurował trzewików, bo nie miał ochoty,
    Nie powiedział „dzień dobry”, bo z tym za dużo roboty,
    Nie napoił Azorka, bo za daleko jest woda,
    Nie nakarmił kanarka, bo czasu mu było szkoda.
    Miał zjeść kolację – tylko ustami mlasnął,
    Miał położyć się – nie zdążył – zasnął.
    Śniło mu się, że nad czymś ogromnie się trudził.
    Tak zmęczył się tym snem, że się obudził.”

    4.05.2020

    „Na rynku była wesoła zabawa. Chłopcy ślizgali się po śniegu w swoich sankach, najśmielsi przywiązywali je do sań wieśniaków i jechali tym sposobem spory kawałek drogi. A co przy tym śmiechu i wrzawy!
    Wtem wjechały na rynek duże, białe sanie zaprzężone białymi końmi. Osoba siedząca w saniach otulona była w ogromne białe futro, a na głowie miała białą futrzaną czapkę. Sanie dwa razy objechały rynek, a tymczasem udało się Kajowi przywiązać do nich z tyłu swoje małe saneczki. Teraz pomknął jak strzała po utartej drodze i wyjechał za miasto. Osoba w sankach odwróciła głowę i przyjaźnie uśmiechnęła się do niego.”

    30.04.2020

    „Zaprosiła raz więc gości,
    By nauczyć ich grzeczności.
    Pierwszy osioł wszedł, lecz przy tym
    W progu garnek stłukł kopytem.
    Kwoka wielki krzyk podniosła:
    „Widział kto takiego osła?!”
    Przyszła krowa. Tuż za progiem
    Zbiła szybę lewym rogiem.
    Kwoka gniewna i surowa
    Zawołała: „A to krowa!”
    Przyszła świnia prosto z błota.
    Kwoka złości się i miota:
    „Co też pani tu wyczynia?
    Tak nabłocić! A to świnia!”
    Przyszedł baran. Chciał na grzędzie
    Siąść cichutko w drugim rzędzie,
    Grzęda pękła. Kwoka wściekła
    Coś o łbie baranim rzekła…”

    29.04.2020

    „Nadszedł koniec roku szkolnego, pierwszaki w strojach galowych odebrały świadectwa. Wszyscy zdali do drugiej klasy,
    ale nie każdy uczeń był zadowolony ze swojego świadectwa. Tylko Pankracek, Basia i Wojtaszek mieli „bardzo dobrze”
    na świadectwie i otrzymali w nagrodę śliczne książeczki, pozostałe dzieci mały „dobrze” i nawet „dostatecznie”.
    Wszystkie dzieci w klasie obiecały sobie, że na drugi rok będą mieć najlepsze stopnie.”

    28.04.2020

    „Jaka szkoda, że te ob¬oczki płynące
    Nie są z waniliowego kremu…
    A te różowe –
    Że to nie lody malinowe…
    A te złociste, pierzaste –
    Że to nie stosy ciastek…
    I szkoda, że całe niebo
    Nie jest z tortu czekoladowego…
    Jaki piękny byłby wtedy świat!
    Leżałbym sobie, jak leżę,
    Na tej murawie świeżej,
    Wyciągnąłbym tylko rękę
    I jadł… i jadł… i jadł…”.

    27.04.2020

    „Po czym wstał i powiedział:
    – A jedyny powód robienia miodu to ten, żebym JA go jadł.
    – I zaczął włazić na drzewo.
    Właził, właził coraz wyżej, coraz wyżej, coraz wyżej, a gdy wreszcie wlazł na górę, prawie do połowy drzewa, taką sobie pioseneczkę–mruczaneczkę Miś zaśpiewał:
    Dziwny jest niedźwiedzi ród, Że tak bardzo lubi miód, Bzyk–bzyk–bzyk, ram–pam–pam,
    Co to znaczy? Nie wiem sam.”

    24.04.2020

    „(…) a ponieważ drzwi samochodu były otwarte, kotek nie namyślał się długo i wskoczył na tylne siedzenie.
    Tam zwinął się w kłębuszek. Pan, który przyjechał samochodem, powrócił i, nie spodziewając się, że ma
    pasażera na tylnym siedzeniu, odjechał. I tak rozpoczęły się przygody małego kotka.”

    23 .04.2020

    „Siedziała na krześle, odziana w niebieski płaszczyk. Spod miękkiej czapeczki wymykały się jasne, krótko przystrzyżone
    włoski. Gdyby nie sukieneczka, można by mniemać w pierwszej chwili, że to jasnooki, pucołowaty chłopczyk.
    Trzech panów, jakby onieśmielonych, zatrzymało się przy drzwiach, które szybko za sobą zamknęli, a lekarz zbliżył się do dziewczynki. Patrzył na nią długo i długo nie przemawiał, jak gdyby słowa nie mogły przecisnąć się przez jego gardło.
    Wreszcie położył rękę na jej główce i lekko ją pogładził.
    – Jak ci na imię, maleńka? Dziewczynka spojrzała na niego zalękłym spojrzeniem i nie odpowiedziała.
    – Nie bój się, kochanie – mówił lekarz drżącym, miękkim głosem.
    – My wszyscy bardzo cię kochamy… Bardzo, bardzo… Pewnie się nazywasz Marysia?
    – Nie Marysia… – odpowiedziała cichutko.
    – Więc Jadzia? – Jadzia też nie…
    – Może Basia?”

    22.04.2020

    „Kurczył się i kurczył, a po pięciu minutach stał się zwyczajnym chłopakiem – mniej więcej takim jak ja.
    – Bardzo dziękuję! – powiedział do mamy.
    – Pani mnie odczarowała! Ja byłem bardzo zarozumiałym chłopcem i ciągle chodziłem nadęty . Zdawało mi się, że
    jestem najmądrzejszy, najpiękniejszy i najważniejszy na świecie. Od tego nadymania robiłem się coraz większy i
    większy, aż w końcu stałem się wielkoludem.”

    21.04.2020

    „Było sobie miasteczko nad rzeczką. A w tym miasteczku stał sobie domek ani mały, ani duży — taki w sam raz.
    I w tym domku mieszkała panna Obrażalska.
    Panna Obrażalska miała osiem lat, zadarty nosek i jasne warkoczyki. Nazwano ją panną Obrażalską, bo się wciąż
    obrażała. Obrażała się dziesięć razy na dzień. Wtedy mówiła: „nie bawię się” albo: „nie potrzebuję”.
    Potem nadymała buzię, zadzierała jeszcze wyżej ten zadarty nosek i siadała w kącie nastroszona jak sowa.”

    20.04.2020

    „Zamyślony profesor przyglądał się bacznie ptakowi. Łatwo go było rozpoznać wśród innych. Na śnieżnobiałym gorsie czerniła się podłużna łatka.
    – Patrzcie go, elegancik! Krawat włożyłeś na spotkanie ze mną, co? Naraz profesor stuknął palcem w czoło. Mało mu z nosa nie spadły wielkie przeciwsłoneczne okulary.
    – Wiem! – krzyknął. I roztrącając zdumione pingwinki pobiegł szybko w stronę zasypanego śniegiem domku.
    – Andrzej, Janek! Wiem już, co zrobimy! -wołał od progu.
    – Władek, słyszysz? Pozakładamy pingwinkom na łapki aluminiowe obrączki.”

    17 .04.2020

    „Aż tu nagle pewnego popołudnia Popiołki wpadają do mojego ogródka. Buzie zapłakane, oczy pełne łez, a
    brody tak im się trzęsą, że słowa powiedzieć nie mogą.
    – Co się wam stało! – pytam.
    – Ach! – jęknęła Wisia.
    – Takie nieszczęście! – zawtórowała jej Zosia. I obie w bek!
    Uspokajam je, jak umiem. Dałem po karmelku. Nic. Dałem po drugim – nie pomaga. Dopiero przy wiśniowych
    konfiturach dowiedziałem się coś niecoś. Perełka nie żyła.
    – Ha, moje dziewuszki – powiadam. Na to już nic poradzić nie można!
    – A co będzie z Metką? – pyta mnie Wisia i znów w płacz.
    – Tak, co z Metką? – powtarza Zosia przez łzy.
    – Jaką znów Metką? – dziwię się, bo o żadnej Metce nie słyszałem jako żywo. Okazało się, że Perełka miała córkę, że
    tę córkę, tak czarną jak i jej matka, dziewuszki nazwały już Metką, że ta właśnie Metka ma dopiero trzy dni,
    o karmieniu jej smoczkiem nie ma mowy i że wobec tego jest tak prawie, jakby już było po Metce!
    Myślę, co by tu poradzić małym, spłakanym Popiołeczkom.”

    16.04.2020

    „A gdyby zapaliła jedną dla rozgrzania? Tylko jedną zapałkę.
    Na wspomnienie ciepła już nie ma siły oprzeć się pokusie. Jedna zapałka tylko. Wyjmuje ostrożnie, trzask… i płonie!
    Cóż za wesołe światło, jasne i ciepłe, ach, jak grzeje w ręce! Cudowny płomyk!
    Wydało jej się nagle, że siedzi przed ciepłym, żelaznym piecem na świecących nóżkach, z mosiężnymi drzwiczkami.
    Ach, jak ciepło! Jak grzeje duży, jasny płomień, jak wesoło się pali!
    Wyciągnęła nóżki spod cienkiej sukienki, aby je ogrzać także, lecz w tej samej chwili — zapałka zgasła; zniknął piec żelazny i wesołe ognisko, a w ręce dzieciny pozostał tylko maleńki kawałek spalonego drewienka.”

    15.04.2020

    „Być może, że Anna mimo wszystko ma rację, że najprzyjemniej jest latem.
    Chociaż ja lubię chodzić do szkoły, a kiedy pani żegna się z nami po egzaminie, to chce mi się płakać, bo wiem, że długo jej nie zobaczę.
    Lecz zapominam o tym prędko, bo wakacje są w każdym’ razie bardzo przyjemną rzeczą.
    Zaraz pierwszego wieczoru po rozpoczęciu wakacji chodzimy nad jezioro w Zagrodzie Północnej łowić ryby.
    Nic chyba bardziej nie mówi o tym, że jest lato, jak łowienie ryb. Zrobiliśmy sobie wędki. Są to tylko długie gałęzie leszczyny.
    Mamy za to prawdziwą żyłkę i pływak, i ciężarek, i korek – wszystko kupiliśmy w sklepie w Wielkiej Wsi.
    Ten wieczór, gdy rozpoczynają się wakacje, Lasse nazywa Wielkim Wieczorem Rybackim. Pagórek, na którym siedzimy, gdy łowimy ryby, nazywamy Okonim Wzgórzem. Anna mówi, że nazywa się on tak dlatego, że nigdy nie można tam złowić okonia.
    Jedyną rzeczą, jaką można tam złapać, to bąble po komarach – powiada Anna”

    08.04.2020

    „Mój Buraku, mój czerwony,
    Czybyś nie chciał takiej żony?”
    Burak tylko nos zatyka:
    „Niech no pani prędzej zmyka,
    Ja chcę żonę mieć buraczą,
    Bo przy pani wszyscy płaczą.”
    „A to feler” –
    Westchnął seler.”

    07.04.2020

    „Będzie to zarazem opowieść o wielkiej przyjaźni. Nie jest to zmyślona historia. Chociaż dziwna, zdarzyła się naprawdę… Pewnego dnia… Tak, pewnego dnia na węzłowej stacji Marittima w środkowych Włoszech oczekiwano na pociąg, który szedł z Turynu do Rzymu. Był upalny lipcowy dzień. Słońce, jak to we Włoszech, grzało tak mocno, że ludzie musieli chować się w cień. Na peronie stacyjnym było pusto, bo wszyscy podróżni ukryli się w poczekalni. Tylko zawiadowca stacji wyszedł przed budynek, włożył urzędową czapkę i zapiął bluzę munduru na ostatni guzik. Słychać już było gwizd zbliżającego się pociągu. Zza kępy drzew, które rosły obok dworca, wysunęła się błyszcząca elektryczna lokomotywa – za nią przemknął sznur wagonów. Zatrzymały się. Kiedy do pociągu wsiadło kilku pasażerów, zawiadowca podniósł rękę, dając sygnał odjazdu. W tej chwili zobaczył, że z ostatniego wagonu wyskoczył jakiś (…).”

    06.04.2020

    Żonę ma taką
    -jakby sześć żon miał!
    (Imię jej: Bania, ale zapomniał),
    No i ta żona kiedyś powiada:
    „Idź do doktora, niechaj cię zbada,
    Niech cię wyleczy na stare lata!”
    Więc zaraz poszedł -do adwokata.
    Potem do szewca i rejenta.
    I wszędzie mówi, że nie pamięta!
    „Dobrze wiedziałem, lecz zapomniałem,
    Może kto z panów wie czego chciałem?”

    03.04.2020

    „Był sobie raz pewien wdowiec, ‬łagodny jak baranek. ‬Miał córkę – ‬śliczną, ‬dobrą i pracowitą dziewuszkę. ‬Ojciec i córka kochali się serdecznie i dobrze im się działo. Wieczorami zasiadali sobie przy domowym kominie, ‬przy trzaskającym ogniu i patrzyli na iskry przebiegające po płonących drewkach. ‬Zegar tykał: „‬Tik-tak-tik”‬, ‬para w kociołku szumiała, ‬pokrywa pobrzękiwała jak cygański bębenek, ‬a ojciec pomrukiwał razem z domowym kocurem. Czasem z tego błogiego pomrukiwania składała się przyśpiewka: Najmilsza to godzina wieczorem u komina gdy nie przeszkadza nikt. Nigdzie się nie wyrywam, spokojnie czas upływa, z zegara: „‬Tik-tak-tik”‬. Hoduję sobie dynie, czereśnie i brzoskwinie, warzywnik mam i sad”

    02.04.2020

    „Wszystko stygnie: zupka z muszek na wieczornej rosie,
    Sześć komarów nadziewanych w konwaliowym sosie,
    Motyl z rożna, przyprawiony gęstym cieniem z lasku,
    A na deser – tort z wietrzyka w księżycowym blasku.”

    01.04.2020

    „Oj, lepiej było pisać ołówkiem! A ołówek wysadził z piórnika łepek w czerwonym kapeluszu i woła do pióra: — Choć masz stalówkę ze złota, bazgrzesz, jak kura pazurem koło płota! Ale pióro na to nie zważa, tylko: skrzypu… skrzypu… gryzdu… gryzdu… pisze coraz lepiej. Już prawie pół strony zapisało. Aż tutaj, na samym środku stronicy — hyc! ze stalówki czarny, brzydki kleksik! Zrobiła się awantura: Przyleciała na ratunek różowa bibuła: piła atrament, piła, sama się uczerniła — nic nie pomogło. Przyleciała na ratunek guma-myszka: tarła… tarła… cały ogonek sobie zdarła — nic nie pomogło… Kleks jak siedział, tak siedzi, czarnym okiem na wszystkich łypie.”

    31.03.2020

    „Znosiła jako na twardo,
    I miała czubek z kokardą,
    A przy tym na przekór kaczkom,
    Czesała się wykałaczką.
    Kupiła raz maczku paczkę.
    By pisać list drobnym maczkiem.
    Zjadając tasiemkę starą,
    Mówiła że to makaron,
    A gdy połknęła dwa złote,
    Mówiła, że odda potem.”

    30.03.2020

    „— Tak, tak, to ja, to ja! Czyś mi już wszystko wybaczył? Prawda, że tak? Och! Tatuśku kochany, jakiś ty dobry!… I pomyśleć, że ja, tymczasem… och! Gdybyś wiedział, ile nieszczęść spadło na moją głowę, jakie miałem niepowodzenia! Wyobraź sobie, że tego dnia, kiedy ty, ojczulku, sprzedałeś swój kaftan, żeby mi kupić elementarz szkolny, ja uciekłem, żeby zobaczyć teatr marionetek, a dyrektor chciał mnie wrzucić do ognia, żeby upiec na rożnie barana, i on to właśnie dał mi potem pięć cekinów, żeby ci je zanieść, a ja spotkałem Lisa i Kota, którzy mnie zaprowadzili do gospody „Pod Czerwonym Rakiem”, gdzie się objedli jak wilki, a kiedy sam wyruszyłem nocą w drogę, spotkałem zbójców, którzy zaczęli mnie ścigać, ja uciekam, a oni ciągle za mną, aż w końcu powiesili mnie na gałęzi Wielkiego Dębu, dokąd śliczna Dzieweczka o błękitnych włosach posłała po mnie powozik i sprowadziła lekarzy, którzy zbadawszy mnie, od razu orzekli: „Jeżeli nie umarł, to znak, że jeszcze żyje” — i wtedy wymknęło mi się kłamstwo, i nos zaczął mi się wydłużać, i nie mógł się już zmieścić w drzwiach, i dlatego poszedłem z Lisem i Kotem zagrzebać cztery cekiny”.

    27 .03.2020

    „— Ładne masz dzieci — rzekła stara kaczka z czerwonym strzępkiem na nodze
    — można ci powinszować.
    To duże tylko jakoś ci się nie udało. Czy nie można by go trochę przerobić? — Zdaje mi się, że nie można, proszę jaśnie pani — odrzekła kaczka skromnie.
    — Nie jest ono ładne, ale posłuszne, dobre i doskonale pływa, mogę powiedzieć nawet, że najlepiej ze wszystkich. Mam nadzieję, że wyrośnie z tej brzydoty
    i będzie mniejsze z czasem. Za długo siedziało w jajku i dlatego takie niezgrabne.
    Dziobnęła je po szyi, wyprostowała piórka, pogładziła. Niewiele to jednak pomogło.”

    26 .03.2020

    „— Chętnie ci pomogę, mamo — powtórzyła. I naraz zauważyła, że jest wyższa od mamy.
    — Przepraszam, ale nie wiem, kto pani jest! — powiedziała ze zdumieniem mama, odpychając lekko Karolcię.
    — Pani pewnie szuka naszych sąsiadów? Moja córeczka zaraz panią zaprowadzi do nich… Karolciu!…
    Karolcia w tej chwili spojrzała w wiszące naprzeciwko lustro i przekonała się, że jest wysoką osobą, ubraną zupełnie dorośle, i że nawet ma na głowie kapelusz.
    — Karolciu — powtórzyła mama — gdzie jesteś?
    — Przecież tu jestem, mamo — powiedziała Karolcia i chciała znów przytulić się do mamy.
    — Czy nie poznajesz mnie, mamo? Tylko jestem zaczarowana, i ta kura też była zaczarowana!…”

    25.03.2020

    „Pieniądze to kłopot – mówił zwykle.
    Wiodło by się nam wszystkim o wiele lepiej, gdyby ich nigdy nie wynaleziono.
    Co nas obchodzą pieniądze dopóki jesteśmy szczęśliwi.
    Ale wkrótce same zwierzęta zaczęły się trapić.
    I pewnego wieczoru, gdy Doktor zdrzemnął się w fotelu przed kominkiem
    w kuchni, zaczęły rozmawiać ze sobą szeptem.
    Sowa Tu-Tu, która znała dobrze arytmetykę liczyła, że pieniędzy starczy jeszcze tylko na tydzień.”

    20.03.2020

    „Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę, zabrałem pudełko kredek ze sobą żebyśmy mogli porozmawiać z chłopakami nie narażając się na to,
    że zostaniemy ukarani.
    Ale na podwórku, jak otworzyłem pudełko, zobaczyłem, że brakuje żółtej kredki.
    -Brakuje żółtej! -zawołałem
    -Oddajcie żółtą.
    -Nudny jesteś – powiedział Gotfryd
    -Przez Ciebie zostaliśmy ukarani.
    Wtedy okropnie się rozzłościłem.
    – Jakbyście się tak nie wygłupiali, to by się nic nie stało – powiedziałem.”

    19.03.2020

    „Ruszył do drzwi, ale był pewien, że nie może wyjść z domu bez broni. Chciał pobiec po świetlny miecz, który dostał od taty, ale zrezygnował.
    Wiedział, że to dziecinna zabawka, która go przed niczym nie obroni.
    Chwycił metalowy flet, na którym grała jego siostra. Flet był niebezpieczną bronią, bo miał sterczące klawisze i był ciężki. Kuki ruszył w stronę drzwi.
    Już miał nacisnąć klamkę, kiedy usłyszał cichy trzask. Po drugiej stronie drzwi ktoś włożył klucz do zamka i niezmiernie powoli go obracał.”

    17.03.2020

    „Kobieta wzięła zaraz łupinkę orzecha, ażeby w niej urządzić kolebkę dla swego dzieciątka; fiołkowe płatki posłużyły za sienniczek, a jeden płatek róży za kołderkę”.
    18
    – Nie poznajesz mnie? Nazywam się Andersen. Dziwi cię, że tutaj pada śnieg i mamy zimę, podczas gdy u was jest czerwiec i dojrzewają czereśnie. Prawda?
    Ale przecież musisz, chłopcze, zrozumieć, że ty jesteś z zupełnie innej bajki. Po co tutaj przyszedłeś?
    – Słuchajcie, chłopcy, ten pan, którego tu widzicie, przyszedł z bajki o śpiącej królewnie i siedmiu braciach. Otóż dwaj spośród nich poszli wczoraj do lasu i nie wrócili. Sami rozumiecie, że w tych warunkach bajka o śpiącej królewnie i siedmiu braciach nie może się dokończyć. Dlatego też wypożyczam was temu panu na dwie godziny. Tylko pamiętajcie, macie wrócić na kolację”