• 08
    maj
    2020

    Cytomania dla klas 5-8 – reaktywacja!

    Drodzy Uczniowie,Codziennie przesyłamy Wam na Vulcana cytaty z lektur szkolnych. Waszym zadaniem jest rozpoznanie, skąd ten cytat pochodzi. Odpowiedź powinna zawierać tytuł i autora książki oraz Wasze imię i nazwisko oraz klasę.Mistrzowie znajomości cytatów zostaną nagrodzeni drobnymi upominkami. W każdej chwili możecie dołączyć do zabawy w odgadywanie zamieszczonych poniżej cytatów. Będzie nam bardzo miło. Zapraszamy! Pamiętajcie, kontakt tylko przez Vulcan.
    Małgorzata Buska i Barbara Wołek

    8.05.2020

    „Pójdźcie, o dziatki, pójdźcie wszystkie razem
    Za miasto, pod słup, na wzgórek; Dziecko,
    Modlitwa Tam przed cudownym klęknijcie obrazem,
    Pobożnie zmówcie paciórek.
    Tato nie wraca: ranki i wieczory
    We łzach go czekam i trwodze;
    Rozlały rzeki, pełne zwierza bory,
    I pełno zbójców na drodze”.
    Słysząc to dziatki, biegą wszystkie razem,
    Za miasto, pod słup, na wzgórek;
    Tam przed cudownym klękają obrazem,
    I zaczynają paciórek.

    6.05.2020

    „Stanął szewczyk na grobli i zawołał:—Nie bójcie się, cyraneczki. Nie chcę do was mierzyć, a chcę się waszą urodą ucieszyć. Nie chcę was zabijać, a chcę was chlebem uczęstować! I zaczął chleb kruszyć i do wody go wrzucać. Wypłynęły kaczki z trzciny, wszystkie okruchy z wody wyzbierały i bardzo się tej smakowitości dziwiły, bo nigdy jeszcze chleba nie jadły. Aż najstarszy kaczor, piękny, z modrym lusterkiem na skrzydłach powiada:—Dziękujemy ci, dobry człowieku, żeś nie przyszedł nas mordować, aleś przyszedł nas uczęstować. Jak będziesz kiedy w potrzebie, to przybędziemy ci z pomocą.”

    7.05.2020

    Żonę ma taką
    -jakby sześć żon miał!
    (Imię jej: Bania, ale zapomniał),
    No i ta żona kiedyś powiada:
    „Idź do doktora, niechaj cię zbada,
    Niech cię wyleczy na stare lata!”
    Więc zaraz poszedł -do adwokata.
    Potem do szewca i rejenta.
    I wszędzie mówi, że nie pamięta!
    „Dobrze wiedziałem, lecz zapomniałem,
    Może kto z panów wie czego chciałem?”

    4.05.2020

    „Miś ruszył na wycieczkę po podwórzu. Metka za nim. Zatrzymywała się, – kiedy on przysiadał, puszczała się galopkiem, gdy Miś bez widocznego powodu wyrywał naprzód. Miś wpadł do kałuży. Metka dreptała po wodzie. Miś zmoczony płakał, płakała i Metka, choć się wcale nie zamoczyła!
    Popiołkom się to wszystko nie bardzo podobało. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że zakazałem brać na ręce i Misia, i Metkę. Co mi to szkodziło? Mnie nic. Ale łatwo mogło zaszkodzić malcom . Kruche są przecież takie maleństwa. Byle niezręcznym ruchem można okaleczyć takiego bąka na całe życie.
    A zresztą zwierzę – to nie jest zabawka dla ludzi, prawda?”

    5.05.2020

    „Był sobie raz pewien wdowiec, ‬łagodny jak baranek. ‬Miał córkę – ‬śliczną, ‬dobrą i pracowitą dziewuszkę. ‬Ojciec i córka kochali się serdecznie i dobrze im się działo. Wieczorami zasiadali sobie przy domowym kominie, ‬przy trzaskającym ogniu i patrzyli na iskry przebiegające po płonących drewkach. ‬Zegar tykał: „‬Tik-tak-tik”‬, ‬para w kociołku szumiała, ‬pokrywa pobrzękiwała jak cygański bębenek, ‬a ojciec pomrukiwał razem z domowym kocurem. Czasem z tego błogiego pomrukiwania składała się przyśpiewka: Najmilsza to godzina wieczorem u komina gdy nie przeszkadza nikt. Nigdzie się nie wyrywam, spokojnie czas upływa, z zegara: „‬Tik-tak-tik”‬. Hoduję sobie dynie, czereśnie i brzoskwinie, warzywnik mam i sad‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬.”
    ‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬‬
    30.04.2020

    „Nie przypuszczał, że można nosić ubranie z czegoś innego niż skóra. Kazał obracać się Nukunowi na wszystkie strony i pokazywał mi, jak uszyte są jego spodnie z futra białego niedźwiedzia, bluza ze skóry foki i buty z miękkiej skóry młodego rena. Tak ubiera się Eskimos w lecie. Ale lato trwa tutaj tylko trzy miesiące i jest zaledwie tak ciepłe, jak nasza wczesna wiosna. Jesieni nie ma właściwie wcale — od razu zjawiają się zimne wiatry, śnieżyce i wielkie mrozy, dochodzące do pięćdziesięciu stopni. I tak bez przerwy przez długie miesiące. Wtedy mieszkańcy (…), a jest ich kilkadziesiąt tysięcy na wybrzeżach tej największej wyspy świata, chodzą otuleni w futra. Ledwie nosy widać. Nawet niemowlęta zawija się w skóry. Matki nie noszą dzieci na rękach, lecz w dużej Kieszeni, naszytej w ubraniu na plecach. W ten sposób mają swobodne obie ręce do pracy”.

    29.04.2020

    Oj, lepiej było pisać ołówkiem! A ołówek wysadził z piórnika łepek w czerwonym kapeluszu i woła do pióra: — Choć masz stalówkę ze złota, bazgrzesz, jak kura pazurem koło płota! Ale pióro na to nie zważa, tylko: skrzypu… skrzypu… gryzdu… gryzdu… pisze coraz lepiej. Już prawie pół strony zapisało. Aż tutaj, na samym środku stronicy — hyc! ze stalówki czarny, brzydki kleksik! Zrobiła się awantura: Przyleciała na ratunek różowa bibuła: piła atrament, piła, sama się uczerniła — nic nie pomogło. Przyleciała na ratunek guma-myszka: tarła… tarła… cały ogonek sobie zdarła — nic nie pomogło… Kleks jak siedział, tak siedzi, czarnym okiem na wszystkich łypie.

    28.04.2020

    Będzie to zarazem opowieść o wielkiej przyjaźni. Nie jest to zmyślona historia. Chociaż dziwna, zdarzyła się naprawdę… Pewnego dnia… Tak, pewnego dnia na węzłowej stacji Marittima w środkowych Włoszech oczekiwano na pociąg, który szedł z Turynu do Rzymu. Był upalny lipcowy dzień. Słońce, jak to we Włoszech, grzało tak mocno, że ludzie musieli chować się w cień. Na peronie stacyjnym było pusto, bo wszyscy podróżni ukryli się w poczekalni. Tylko zawiadowca stacji wyszedł przed budynek, włożył urzędową czapkę i zapiął bluzę munduru na ostatni guzik. Słychać już było gwizd zbliżającego się pociągu. Zza kępy drzew, które rosły obok dworca, wysunęła się błyszcząca elektryczna lokomotywa – za nią przemknął sznur wagonów. Zatrzymały się. Kiedy do pociągu wsiadło kilku pasażerów, zawiadowca podniósł rękę, dając sygnał odjazdu. W tej chwili zobaczył, że z ostatniego wagonu wyskoczył jakiś (…).

    27.04.2020

    Książka była niezmiernie ciekawa: o lotniku, i to jak odważnym!
    – Gdyby tatuś był w domu, toby się ze mną bawił – powiedziała stanowczo Kasia.
    – Ale tatuś jest z mamą w kinie – przypomniał Jurek i znów wsadził nos w książkę.
    – Gdyby rodzice byli…
    – Odczep się! Nie widzisz, że czytam?
    – Kiedy ja nie chcę, żebyś czytał. Chcę, żebyś się ze mną bawił.
    Kasia nie miała zamiaru ustąpić bratu. Jakże Jurek może czytać, kiedy ona się nudzi? Jurek jest niedobry, jest zupełnie paskudny…
    Kasia bardzo nie lubi zostawać z nim sama w domu. Że też rodzice nad tym się nie zastanowią, tylko idą sobie, jakby nigdy nic, do kina. A może już wracają?
    Podbiegła do otwartego okna, wyjrzała na ulicę.

    24.04.2020
    „To pomyłka, prowadź mnie do pana Kasztelana.
    Kto to? Nikt go nie zna!
    Jestem wędrownym kupcem, Panie, chciałbym sprzedać latający dywan z importu, lecz w drodze zjadły go mole. Resztę towarów zrabowali mi zbójcerze”.

    23.04.2020

    (…) a ponieważ drzwi samochodu były otwarte, kotek nie namyślał się długo i wskoczył na tylne siedzenie. Tam zwinął się w kłębuszek. Pan, który przyjechał samochodem, powrócił i, nie spodziewając się, że ma pasażera na tylnym siedzeniu, odjechał. I tak rozpoczęły się przygody małego kotka.

    22.04.2020

    „Teraz pokój był tak piękny, że myślałam, że stało się to chyba za sprawą jakiegoś dobrego trolla[2]. Mama powiedziała, że tak, przychodził tu troll. Trollem tym był tatuś, który wyczarował dla mnie ten pokoik. Ma on być zupełnie mój własny i to jest mój prezent urodzinowy. Ucieszyłam się tak bardzo, że zaczęłam głośno wykrzykiwać, iż jest to najpiękniejszy prezent urodzinowy, jaki kiedykolwiek dostałam. Tatuś powiedział, że mama też pomagała w tych czarach. Tatuś wyczarował prześliczne tapety z masą małych, malutkich bukiecików kwiatów, a mamusia firanki na okno. Tatuś wieczorami wyczarowywał dla mnie w warsztacie stolarskim komodę i okrągły stolik, i półeczkę, i trzy krzesła, i wszystko to pomalował na biało. Mama zaś wyczarowała z gałganków dywaniki w czerwone, żółte, zielone i czarne paski”.

    21.04.2020

    Dzisiejsza propozycja może być trudna dla piątoklasistów, ale może się uda odgadnąć wiedząc, że jest to historia o przyjaźni czwórki bohaterów, którzy podczas lata spędzanego na wyspie poznają chłopca potrzebującego pomocy. I mimo inności nieznajomego udaje im się z nim zaprzyjaźnić.

    „Z ulga postawiła przed ojcem dymiącą filiżankę i wycofała się pod okno. – Nie siądziesz przy mnie? – spytał. Usiadła wiec po drugiej stronie stołu. Postanowiła już dawno, to znaczy zaraz po przyjeździe na wakacje, że będzie się stosowała do wszelkich życzeń ojca, ale nie zrobi nigdy żadnego kroku, żeby przekroczyć mur, który ich dzielił. Nie pragnęła go zresztą przekroczyć, przeciwnie, chciała, żeby ojciec odczul jej niechęć i jej bierny opor. To zadanie się powiodło. Doktor, który na początku zdawał się szukać porozumienia, wkrótce zaniechał tych prób. Mijały dni, w czasie których nie zamieniali więcej niż kilkanaście zdań, doktor był zresztą zajęty od rana do nocy”.

    20.04.2020

    Odkąd (…) siebie pamięta, jest to jedyny sposób schodzenia ze schodów, choć Miś czuje czasami, że mógłby to robić zupełnie inaczej, gdyby udało mu się przestać tuktać choćby na jedną chwilę i dobrze się nad tym zastanowić. A potem znów mu się zdaje, że chyba nie ma na to innego sposobu. Tak czy siak, Miś zjechał już na dół i gotów jest zapoznać się z wami.

    17.04.2020

    „– No a poza tym – mówił dziadek Joe bardzo powoli (…) – pan Wonka umie robić pianki o smaku fiołków i karmelki, które zmieniają kolor co dziesięć sekund, kiedy ma się je w buzi, i takie drobniuteńkie piórka z cukru, które rozpływają się natychmiast, kiedy tylko dotkną ci wargi. Robi gumę do żucia, która nigdy nie traci smaku, i cukierkowe balony, które nadyma się do gigantycznych rozmiarów, a potem trzeba je przekłuć szpilką i połknąć. I ma też absolutnie tajny przepis na prześliczne ptasie jajeczka, takie błękitne w ciemne plamki, a kiedy wkładasz takie jajeczko do ust, to ono stopniowo maleje i maleje, aż wreszcie na czubku języka zostaje ci różowy pisklaczek!”

    16.04.2020

    „Ruszył do drzwi, ale był pewien, że nie może wyjść z domu bez broni. Chciał pobiec po świetlny miecz, który dostał od taty, ale zrezygnował. Wiedział, że to dziecinna zabawka, która go przed niczym nie obroni. Chwycił metalowy flet, na którym grała jego siostra. Flet był niebezpieczną bronią, bo miał sterczące klawisze i był ciężki. Kuki ruszył w stronę drzwi. Już miał nacisnąć klamkę, kiedy usłyszał cichy trzask. Po drugiej stronie drzwi ktoś włożył klucz do zamka i niezmiernie powoli go obracał”.

    15.04. 2020
    „Jak można było się spodziewać kilkoro pierwszych drzwi, które otworzyli, wiodło do pustych sypialni, wkrótce jednak doszli do bardzo długiego pokoju pełnego obrazów na ścianach; odkryli tu kompletną starą zbroję. Dalej był pokój obity zieloną tkaniną, ze stojącą w rogu harfą, następnie przejście prowadzące trzy stopnie w dół, a potem pięć stopni w górę, za nim niewielka komnata z drzwiami na balkon, a dalej cały szereg połączonych ze sobą pomieszczeń z półkami pełnymi książek, przeważnie bardzo starych, niektóre z nich były z pewnością większe od Biblii w kościele”.

    8.04.2020

    Tymczasem ciekawscy i włóczykije zaczęli przystawać i otaczać ich kołem. Jeden gadał to, drugi tamto. — Biedny pajac — mówili niektórzy — ma słuszność, że nie chce wrócić do domu! Kto wie, jak by go wygrzmocił ten brutal (…)!… A inni dorzucali złośliwie: — Ten (…) wygląda na zacnego człowieka, ale to srogi tyran dla chłopców! Jeżeli zostawi się biednego pajaca w jego rękach, gotów połamać go na kawałki!…

    7. 04.2020

    Dziś rano, zanim poszedłem do szkoły, listonosz przyniósł dla mnie paczkę, prezent od Buni. Fajny chłop z tego listonosza! Tata, który pił właśnie kawę z mlekiem, złapał się za głowę. „Oj, oj, oj, zanosi się na jakąś katastrofę!” Mamie nie spodobało się, że tata tak mówi, i zaczęła krzyczeć, że za każdym razem, jak jej mama, moja Bunia, coś zrobi, tata się zawsze musi do tego przyczepić. Wtedy tata powiedział, że chciałby w spokoju wypić swoją kawę z mlekiem, a mama mu na to, że no tak, oczywiście, ona jest potrzebna tylko do tego, żeby robić kawę z mlekiem i sprzątać mieszkanie, tata, że wcale tego nie powiedział, ale chyba nie żąda zbyt wiele, pragnie tylko mieć w domu trochę spokoju, on, który ciężko pracuje, żeby mama miała z czego robić kawę z mlekiem. A kiedy mama i tata rozmawiali, ja otworzyłem paczkę, no i bomba: to było pudełko kredek!

    6.04.2020

    „– Nie poznajesz mnie? Nazywam się Andersen. Dziwi cię, że tutaj pada śnieg i mamy zimę, podczas gdy u was jest czerwiec i dojrzewają czereśnie. Prawda? Ale przecież musisz, chłopcze, zrozumieć, że ty jesteś z zupełnie innej bajki. Po co tutaj przyszedłeś?
    – Słuchajcie, chłopcy, ten pan, którego tu widzicie, przyszedł z bajki o śpiącej królewnie i siedmiu braciach. Otóż dwaj spośród nich poszli wczoraj do lasu i nie wrócili. Sami rozumiecie, że w tych warunkach bajka o śpiącej królewnie i siedmiu braciach nie może się dokończyć. Dlatego też wypożyczam was temu panu na dwie godziny. Tylko pamiętajcie, macie wrócić na kolację”.

    3.04. 2020

    Całe zaś dnie, o ile nie przepędzał ich za domem, przesiadywał w gabinecie od podwórza. Tam czytywał książki, pisywał listy albo przeglądał dokumenty znajomych, którzy prosili go o radę. A gdy nie chciał forsować wzroku, siadał na fotelu naprzeciw okna i zapaliwszy cygaro zatapiał się w rozmyślaniach. Wiedział on, że myślenie jest ważną funkcją życiową ,której nie powinien lekceważyć człowiek dbający o zdrowie.

    2.04. 2020

    „W wieku brązowym żyło plemię gwałtowne, miłujące wojnę. Ludzie mieli siłę olbrzymów i serca twarde jak kamień. Żelaza nie znali. Wszystko sporządzali z brązu: i mury miast, i domy, i sprzęty, i oręż. Był to okres heroiczny. Wówczas żył wielki Herakles i dzielny Tezeusz, i bohaterowie spod Teb, i spod Troi. Dokonywano czynów tak niezwykłych, jakie już nie powtórzyły się w wieku następnym, żelaznym, który trwa do dzisiaj”.

    1.04. 2020

    Myślała właśnie o tym, gdy na końcu dróżki, którą szła, dostrzegła wysoki mur obrośnięty bluszczem. Nie znała Anglii i nie spostrzegła się, że wchodzi do ogrodów warzywnych i owocowych. Podeszła do muru i spostrzegła wśród bluszczu zielone, otwarte drzwi. To przecież nie był zamknięty ogród, mogła wejść do niego. Przekroczyła drzwi i spostrzegła, że to znów ogród murem okolony i że jest to jeden z kilku otoczonych murem ogrodów, które się z sobą łączyły. Znów dostrzegła drzwi, a przez nie krzewy i ścieżki między inspektami z warzywami zimowym. Drzewa owocowe porozpinane były na murach, a wiele inspektów przykrytych oknami. Było tu i pusto, i brzydko, myślała (…), stojąc i rozglądając się dokoła. Może w lecie było ładniej, gdy było zielono, ale teraz tu doprawdy nic nie było godnego widzenia.

    31.03. 2020

    „Skłonił się więc nisko przed pytającym i odpowiedział: –Od dawna nie jestem już dzieckiem. Mam przecież trzynaście lat! –Trzynaście lat! –Tylko trzynaście i taki olbrzym…! –To niesłychane! Niezwykłe! –Wręcz niemożliwe! – wołali rozbawieni kolorowi nieznajomi, oglądając chłopca ze wszystkich stron. –Nie wiem, czemu tak was dziwi mój wzrost (…). – Mnie o wiele bardziej zaskakuje wasz! Jesteście znacznie mniejsi niż przeciętni krakowianie! Wszyscy moi kumple z budy są od was wyżsi! A ja… złośliwcy wręcz mówią, że jestem… tego, no… konus!”

    30.03. 2020

    Boka schował karteczkę do kieszeni i jeszcze raz ściągnął paskiem spakowane książki. Była pierwsza. Elektryczny zegar zaczął brzęczeć i teraz również nauczyciel zdał sobie sprawę, że oto lekcja dobiegła końca. Zgasił palnik Bunsena, zadał pracę do domu i udał się do pracowni przyrodniczej. Zza uchylonych drzwi gabinetu przyrodniczego wyzierały wypchane zwierzęta, z półek gapiły się swymi nieruchomymi, szklanymi oczyma rzędy wypchanego ptactwa, a w kącie cicho i dostojnie stał pożółkły, wiecznie tajemniczy i groźny kościotrup. Klasa opustoszała niemal natychmiast. Przestronna, zdobiona kolumnami klatka schodowa zadudniła od dzikiego galopu, który słabł tylko wówczas, gdy wśród młodzieży pojawiała się nagle wysoka, górująca nad tłumem sylwetka któregoś z nauczycieli. Pędzący na złamanie karku chłopcy hamowali wtedy w biegu, na sekundę zapadała cisza, ale gdy profesor znikał za zakrętem, szaleńczy wyścig rozpoczynał się od nowa.

    26.03. 2020

    „Nie miałbym nic przeciwko małym odwiedzinom. Takiej wizycie duchowej. To mi się wydaje super. Chciałbym, żebyś mi taką wizytę złożył. Jestem otwarty od ósmej rano do dziewiątej wieczór. Przez resztę czasu śpię. W ciągu dnia zresztą też zdarza mi się zdrzemnąć, z powodu lekarstw. Gdybyś mnie zastał śpiącego, nie wahaj się mnie obudzić, Byłoby głupio, gdybyśmy się nie spotkali z powodu jednej minuty, nie uważasz?

    25.03.2020

    „Do licha z wesołymi świętami! Znać ich nie chcę! Czymże są święta Bożego Narodzenia dla ciebie, jeśli nie terminem płacenia rachunków, a zwykle wtedy jesteś bez grosza. Z każdym Bożym Narodzeniem jesteś o rok starszy, ale nie bogatszy. W ten dzień po sprawdzeniu ksiąg handlowych przekonujesz się, że po dwunastu miesiącach galerniczej pracy nie masz odrobiny zysku… Gdybym był pracodawcą, to każdy idiota, włóczący się z życzeniem “wesołych świąt”, zostałby ugotowany w jego świątecznej potrawie i pogrzebany z gałązką choinki zatkniętą w serce. To byłoby rozsądne i słuszne!”

    24.03.2020
    W ten sposób dowiedziałem się drugiej ważnej rzeczy: że planeta, z której pochodził, niewiele była większa od zwykłego domu. Ta wiadomość nie zdziwiła mnie. Wiedziałem dobrze, ze oprócz dużych planet, takich jak Ziemia, Jowisz, Mars, Wenus, którym nadano imiona, są setki innych, tak małych, ze z wielkim trudem można je zobaczyć przy pomocy teleskopu. Kiedy astronom odkrywa którąś z nich, daje jej zamiast imienia numer. Nazywa ją na przykład gwiazdą 3251.

    20.03.2020

    Po obiedzie całe towarzystwo wyszło przed namioty, gdzie służba poustawiała składane krzesła płócienne, a dla starszych panów przygotowała syfony z wodą sodową i brandy. Była już noc, ale nadzwyczaj ciepła, a ponieważ przypadała pełnia księżyca, więc jasno było, jak we dnie. Białe mury budynków miejskich, naprzeciw namiotów, świeciły zielono, gwiazdy skrzyły się na niebie, a w powietrzu rozchodził się zapach róż, akacji i heliotropów. Miasto już spało. W ciszy nocnej słychać było tylko niekiedy donośne głosy żurawi, czapli i flamingów, przelatujących znad Nilu w stronę jeziora Karoun.
    23.03.2020
    „Przybywszy na stację nie zastał ani śladu pociągu. Przypuszczając, że przyjechał zbyt wcześnie, uwiązał klacz w podwórzu małego zajazdu i udał się na dworzec. Długi peron był prawie pusty. Jedyną żywą istotą była dziewczynka siedząca trochę dalej na stosie gontów. (…) Widocznie czekała tu na kogoś czy też na coś, a że oczekiwanie było w tej chwili jedyną możliwą czynnością, oddawała się jej z całym przejęciem, na jakie się potrafiła zdobyć”.

    19.03. 2020

    Słowo daję, życie było wtedy wcale zabaw… to znaczy, chciałem powiedzieć, że w swoim czasie narobiłeś niemało za- mieszania w tej okolicy. Przepraszam cię, nie miałem pojęcia, że wciąż jeszcze zajmujesz się tymi rzeczami.
    — A cóż bym mógł robić innego? — odparł czarodziej.
    — Swoją drogą, rad jestem, że to i owo zapamiętałeś o mnie. Mam wrażenie, że moje ognie sztuczne w każdym razie mile wspominasz, a to już budzi pewne nadzieje.

    Doprawdy, przez przyjaźń dla twego dziadka, Starego Tuka, i tej biednej Belladonny dam ci to, o co mnie prosiłeś. — Wybacz, proszę. O nic nie prosiłem. — Owszem, owszem, nawet dwukrotnie. Prosiłeś o wybaczenie. Udzielam ci go. A nawet zrobię więcej: wyślę cię na tę wyprawę, żebyś użył przygody. Będzie to bardzo zabawne dla mnie, a dla ciebie bardzo zdrowe, a w dodatku prawdopodobnie korzystne, oczywiście jeśli w ogóle wyjdziesz z tego cało.

    18.03. 2020

    „Teraz lepiej – powiedział dyrektor. — Nie weźmiemy już żadnego rodzica za ucznia. Kilka cichych chichotów z tyłu było jedyną reakcją na dowcip. Dyrektor zaczął opowiadać o historii szkoły, o osiągnięciach pedagogicznych, o regulaminie (…). Wiedział oczywiście, czym różni się gimnazjum od szkoły podstawowej. Miały być tak samo lekcje, przerwy i dzwonki, ale tutaj obowiązywał a sroższa dyscyplina i cięższa nauka. Trzeba się będzie jakoś przyzwyczaić . Na osłodę pozostawało kieszonkowe, które dostał dziś rano po raz pierwszy. Cała uroczystość , z wnoszeniem i prezentowaniem sztandaru szkoły, trwała jakieś dwadzieścia minut”.
    Potem tłum wstał i wolno wylał się na schody. Gdzieś w połowie korytarza na pierwszym piętrze Felix zorientował się, że właściwie to nie wie, gdzie idzie. Rodzice, rozmawiając, schodzili na dół , by wrócić do swoich spraw, a grupki dzieci, prowadzone przez nauczycieli, rozchodziły się do klas.

    17.03. 2020

    Było tak, jakby jakieś szepty przenikały całą kuchnię. Wszystko prawie jak w jakiejś historii o duchach i może ktoś mógłby się wystraszyć, ale ja się nie wystraszyłem. Zamiast tego ucieszyłem się tak bardzo, że chciało mi się skakać pod sufit. Bo wszystko, co usłyszałem, było po prostu cudowne. Oczywiście, jasna rzecz, to była prawda, to o Nangijali!

Skip to content